- Kim jesteś?
- Kimś, kto zamieni twoje życie w piekło, Eleno Gilbert.
Sobowtór wciąż przypatrywał się wampirzycy. Miała ona proste brązowe włosy i dzikie, jakby kocie niebieskie oczy.
"Idealnie pasują do jej stylu bycia" - powiedziała do siebie w myślach Elena.
- Mogłabym od razu zabrać cię do Klausa - odezwała się Luna - ale to by było zbyt łatwe. Wolałabym, abyś błagała mnie o litość.
- Czego on znowu ode mnie chce? Chodzi o tworzenie hybryd? I czemu wysłał właśnie ciebie? Nie mógł sam się pofatygować?
- Za dużo pytań. Już cię nie lubię - powiedziała Luna z udawanym wyrzutem.
- Wypuść mojego brata. Wtedy porozmawiamy.
- Hola, hola. JA tu dyktuję warunki. Na kolana i błagaj.
- Nie! - krzyknął Jer - Nie zniżaj się do tego poziomu!
Elena jednak go nie słuchała. Miała na uwadze tylko jego bezpieczeństwo. Drżąc, padła na kolana.
- Proszę - zaczęła - Wypuść go.
- To mi się podoba - uśmiechnęła się i wypuściła młodego Gilberta z uścisku - zabieraj tyłek i już więcej się nie pokazuj, bo zrobię sobie Jeremiego w sosie własnym - rzekła do niego z błyskiem w oczach. Jednak on nie ruszył się z miejsca.
- Spadaj! A, z resztą... róbta co chceta. Interesuje mnie teraz tylko ta marna podróbka Petrovej.
Luna usłyszała odgłosy uciekania.
- No bez jaj! - odwróciła się za uciekającą Eleną - Co za mała sucz. Wie, że już nie zrobię nic jej bratu i zwiewa. No, ale przynajmniej się trochę pobawimy. Zwłaszcza, że jest tu tak pusto.
Po tych słowach rzuciła się w pościg, a Jeremy za nią. Biegła ludzkim tempem, bo chciała dać Elenie fory. Jednak szybko się znudziła. Chciała przyspieszyć i wtedy poczuła zapach krwi. To Elena upadła i stłukła sobie kolano.
"Nie!" - krzyknęła do siebie w myślach.
Potwierdziły się jej najgorsze obawy. Stało się to samo, co w jej śnie. Nie zdziwiła się, gdy poczuła na szyi oddech Luny.
- Miałam cię dostarczyć żywą - wyszeptała Luna - Zwykle dotrzymuję obietnic i jestem lojalna. Jednak nic nie piłam od tygodnia. Już nie dam rady. Przepraszam, Klaus.
Po tych słowach wbiła swoje kły w szyję sobowtóra. Czując smak krwi nie mogła się mu nie poddać. Piła coraz łapczywiej. Elenie obraz zaczął się rozmazywać przed oczami. Jedyne co teraz słyszała, to rozpaczliwe krzyki brata.
Jednak Luna oderwała się od jej szyi. Elena rozchyliła powieki. Ujrzała postać innej dziewczyny, która przypierała Lunę do ściany.
- Serena - wychrypiała Luna - co za miła niespodzianka.
- Luna - powiedziała dziewczyna - miałyśmy się już nie wtrącać w sprawy Klausa. Ani ogólnie Pierwotnych.
- A co ja poradzę na to, że mi się nudzi? Nie będę cały czas siedziała na krześle i patrzyła, jak dziergasz na drutach jakieś skarpety.
- Udam, że nie słyszałam.
- Ach, Serena, jak zwykle opanowana.
Dwie wampirzyce stały naprzeciwko siebie i mierzyły się wzrokiem.
- Jesteście siostrami? - spytała Elena.
- Nawet mnie nie obrażaj - wysyczała Luna i zwróciła się do Sereny - Po co żeś tu przylazła? Nie dajesz mi żyć!
- Przyrzekłyśmy sobie, że będziemy trzymać się razem - odpowiedziała jej - Kiedyś byłaś inna. Nie rozumiem cię. Wracasz do tej żałosnej hybrydy po tym, jak nas zostawiła.
- To ja jestem panią swojego życia i nie mam zamiaru słuchać twojego ględzenia o tym, jakie to życie jest złe.
- Byłyśmy jak rodzina. A rodzina jest najważniejsza. Aż trudno uwierzyć, że to Elijah cię przemienił.
W tym momencie Gilbertom opadła kopara.
- Co??? - zdziwili się.
- Tak? - wściekła się Luna - Ciebie przemienił Klaus, a i tak uważasz go za śmiecia.
- Co??? - Elena i Jer znów się zdziwili.
- Wcale nie jestem mu wdzięczna! - krzyknęła Serena - Przemienił mnie po to, abym mu służyła. Miałam już tego dość! Musiałam wszędzie za nim chodzić, wydostawać go z kłopotów, gotować, prać gacie...
- Co??? - rodzeństwo znów zaniemówiło.
- Jeszcze jedno "co", a wypieprzę was na Marsa! - nie wytrzymała Luna.
- Tak w ogóle... jesteście tępi - Serena walnęła dłonią w czoło - Gdy ja trzymałam Lunę, wy mogliście skorzystać z okazji i uciec. Klaus by się na nią wkurzył, a ona się go boi, dlatego my wyniosłybyśmy się z Mystic Falls. Potem żyłybyśmy długo i szczęśliwie.
- Po pierwsze: nie boję się go, po drugie: kurde, zapomniałam, że miałam złapać Gilbertównę.
Luna przygotowywała się do skoku, lecz Serena ją odepchnęła. Walczyły zajadle, niczym lwy. Rodzeństwo natomiast wyciągnęło paczkę chipsów i zaczęli oglądać pojedynek.
- Ja nie mogę! Zwiewajcie, a nie obżeracie się Lays'ami!
Tym razem posłuchali i uciekli. Gdy Serena miała pewność, że są dostatecznie daleko, puściła Lunę.
- Po prostu świetnie! - wkurzyła się Luna - I wszystko zrujnowane! Ty zawsze niszczysz mi moje plany. Jedynym plusem jest to, że zostawili tu Lays'y. Paprykowe, mniaaaaam!
- Czasem zachowujesz się jak dziecko.
- Przymknij się! I nie łaź za mną! Foch! - po tych słowach Luna odeszła.
- Zupełnie jak dziecko - Serena pokręciła głową.
- Jesteście tak różne... A jednocześnie podobne. Wiedziałem, że skoro ona się tu pojawi, to ty też. Jesteś strasznie przewidywalna. Ale masz za to wiele zalet. Dlatego cię przemieniłem - usłyszała słowa. Już po pierwszym zdaniu wiedziała, kto je wypowiada.
- Klaus...
wtorek, 15 października 2013
niedziela, 13 października 2013
Rozdział I
Elena biegła przez ciemny las. Za sobą słyszała odgłos kroków napastnika. Dysząc ciężko, przedzierała się przez krzaki. Wiedziała, że on się z nią bawi. Prędzej czy później ją dopadnie. Przecież on jest wampirem, a ona zwykłym człowiekiem...
Co jakiś czas oglądała się za siebie. Nie widziała go, ale czuła jego obecność. Był blisko. Adrenalina buzowała jej w żyłach. Myślała tylko o jednym: o domu. Chciała się w nim znaleźć, jak najdalej od tego miejsca.
Nagle potknęła się o wystający korzeń. Przewróciła się. Poczuła palący ból w kolanie. Czuła, jak spływa po nim ciepła ciecz. Zamknęła oczy. Czuła, że nadchodzi jej koniec. Czyjś oddech owionął jej gardło. Nie miała odwagi otworzyć oczu. Nie chciała patrzeć na twarz mordercy, który zaczął wysysać z niej życie.
- Elena! Wstawaj! - usłyszała głos Jeremiego. Pojedyncza łza spłynęła na jej twarz. Czuła się winna, że zostawi swojego brata. Chciała krzyknąć, aby uciekał, ale nie mogła wydobyć z siebie głosu.
- Elena...
***
- Elena, wstawaj!
Dziewczyna otworzyła oczy.
- Jeremy? Ty żyjesz? Ale jak... No tak.
- Elena - zaczął jej brat - to znowu ten sen?
- Dokładnie tak. Las, ucieczka, napastnik, krzyk...
Zaczęła przypominać sobie szczegóły ze snu. Ten przerażający las.

Wzdrygnęła się na samą myśl. Ten sen był bardzo rzeczywisty.
- Śpiąca Królewna wreszcie się obudziła - usłyszała znajomy głos.
- Spadaj na szczaw, Damon - warknął Jer - Ona znów miała ten sen. To zaczyna się robić niepokojące. Poza tym, co za pomysł, żeby wpadać do nas o 7 rano?
- Nie dramatyzujmy, to tylko sen - odpowiedział wampir, ignorując pytanie.
- Nie wydaje mi się.
Podczas gdy ta dwójka się kłóciła, Elena myślami odpłynęła gdzieś daleko. Nie miała ochoty wysłuchiwać dyskusji z samego rana. Nie miała także ochoty na kolejne wielkie niebezpieczeństwo. Pierwotni byli jej wystarczającym zmartwieniem.
- Wy macie jakąś schizę - stwierdził Damon - Wszędzie doszukujecie się zagrożeń: w lesie, domu, szkole, pudełku po płatkach. Wyjaśnijcie sobie wszystko z koleżanką wróżbitką. A, i zrobiłem naleśniki.
Damon posłał im jeden z tych swoich czarujących uśmiechów i wyszedł z pokoju.

- Nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Typowe. Ale w jednym ma rację. Powinniśmy skontaktować się z Bonnie. Niczego nie można lekceważyć. Ten sen może być jakimś ostrzeżeniem.
- Dobrze, Jer. Jednak najpierw zjedzmy te naleśniki.
***
Tego rana w Mystic Falls było nadzwyczajnie cicho. Klaus Mikaelson uważał to za idealny dzień na spacer. Takie rzeczy nie leżą w jego naturze, jednak chciał odpocząć od wszystkich nadnaturalnych rzeczy. Nawet największy skurczybyk ma czasem dość.
Spacerując po mieście, rozmyślał o swoich planach na najbliższą przyszłość. Mowa tu oczywiście o tworzeniu mieszańców. Klaus zaśmiał się cicho. Dziś miał o tym nie myśleć, odpocząć od tego, jednakże nie mógł tak po prostu od tego uciec. Kiedy ma się tylko jeden jedyny cel w życiu, to wiadomo jak to jest.
Od kilku dni miał jakieś dziwne uczucie. Czuł, że w najbliższym czasie coś się zdarzy. Nie był pewny, czy będzie to coś dobrego, czy złego, ale wiedział jedno: wprowadzi niemałe zamieszanie do tego nudnego miasta.
Jakby w odpowiedzi na jego myśli, kątem oka dostrzegł ruch. I to nie byle jaki - wampirzy. Gwałtownie się odwrócił. Nikogo nie było za jego plecami.
- Stare sztuczki - mruknął, a po chwili dodał głośniej - Jeśli się nie ujawnisz, będę zmuszony użyć siły. A to może się dla ciebie źle skończyć.
Usłyszał dziewczęcy chichot, a po nim słowa:
- Niklaus Mikaelson. Jak zawsze groźny.
Osoba wypowiadająca te słowa wyszła z cienia.
- No, no, kogo my tu mamy - rzekła hybryda - kopę lat. Widzę, że zachowałaś swój nieznośny charakterek.
- A ja widzę, że nadal jesteś strasznie pewny siebie, zarozumiały i zabójczo przystojny.
- Dokładnie. Co sprowadza cię do Mystic Falls?
- Doszły mnie słuchy, że wasza rodzinka zatrzymała się właśnie tutaj, na zadupiu Wszechświata. Nie mam pojęcia, co was tu sprowadziło, ale chciałam ponownie ujrzeć rodzinkę Pierwotnych. Tyle nas kiedyś łączyło...
- I łączy nadal - podkreślił Klaus - Poza tym, skoro tu jesteś, nie chciałabyś może czegoś dla mnie zrobić?
- Wal śmiało.
- Więc... znasz może Elenę Gilbert?
***
- Tak. Duchy też przeczuwają coś groźnego. I bynajmniej nie są to Pierwotni. Nie jest też powiedziane, że będzie to groźne dla nas - powiedziała Bonnie.
- Tak też myślałam. Sądząc po moim śnie... Znowu coś mi zagraża - zmartwiła się Elena.
- Twój sen można interpretować na wiele sposobów. Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
- A co, jeśli mam rację?
- Nie bądź od razu taką pesymistką. To, że jesteś sobowtórem nie oznacza, że nagle wszyscy zaczną się na ciebie rzucać.
- Bardzo śmieszne, Bonnie.
- Bonnie może mieć rację - wtrącił się Jeremy - Ale w razie czego musimy być przygotowani na wszystko. Chyba nie bez powodu śni się to właśnie Elenie.
- My już będziemy się zbierać - powiedziała jego siostra.
- To na razie. Skontaktuję się z wami, kiedy tylko duchy łaskawie zgodzą się powiedzieć mi coś więcej.
Rodzeństwo wyszło z mieszkania czarownicy i skierowało się w stronę swojego domu. Zapanowała chwila milczenia. Przerwała ją Elena.
- Najlepiej, jeśli od razu powiem o wszystkim Stefanowi. On na pewno mnie zrozumie. Też tak myślisz? - spytała. Nie uzyskała jednak odpowiedzi. Powtórzyła:
- Też tak myślisz? Jeremy? - zaniepokoiła się. Gdy się odwróciła, nie ujrzała brata.
- Jeremy! Jaja sobie robisz?!
- Zachowuj się ciszej, smarkulo. Twojemu bratu nic nie będzie - usłyszała głos. Wydawał jej się dziwnie znajomy, chociaż mogła przysiąc, że nigdy wcześniej go nie słyszała. Odwróciła się w stronę jego źródła i zamarła. Zobaczyła nieznajomą dziewczynę, która trzymała jego brata w uścisku. Przeszył ją dziwny chłód. Coś podobnego czuła w swoim śnie.
Uświadomiła sobie nagle pewien przerażający fakt. Oto przed nią stoi napastnik, który prześladował ją w jej snach. Chodź nigdy nie słyszała jego głosu, ani nie widziała twarzy, rozpoznała go. Co dziwniejsze, okazał się być dziewczyną.
- Nie mam pojęcia, do czego potrzebuje cię Klaus, ale dostarczę cię do niego po znajomości - odezwała się tajemnicza dziewczyna - Ach, gdzie moje maniery. Jestem Luna. Pogadamy? - uśmiechnęła się szyderczo.
- Jeremy? Ty żyjesz? Ale jak... No tak.
- Elena - zaczął jej brat - to znowu ten sen?
- Dokładnie tak. Las, ucieczka, napastnik, krzyk...
Zaczęła przypominać sobie szczegóły ze snu. Ten przerażający las.
Wzdrygnęła się na samą myśl. Ten sen był bardzo rzeczywisty.
- Śpiąca Królewna wreszcie się obudziła - usłyszała znajomy głos.
- Spadaj na szczaw, Damon - warknął Jer - Ona znów miała ten sen. To zaczyna się robić niepokojące. Poza tym, co za pomysł, żeby wpadać do nas o 7 rano?
- Nie dramatyzujmy, to tylko sen - odpowiedział wampir, ignorując pytanie.
- Nie wydaje mi się.
Podczas gdy ta dwójka się kłóciła, Elena myślami odpłynęła gdzieś daleko. Nie miała ochoty wysłuchiwać dyskusji z samego rana. Nie miała także ochoty na kolejne wielkie niebezpieczeństwo. Pierwotni byli jej wystarczającym zmartwieniem.
- Wy macie jakąś schizę - stwierdził Damon - Wszędzie doszukujecie się zagrożeń: w lesie, domu, szkole, pudełku po płatkach. Wyjaśnijcie sobie wszystko z koleżanką wróżbitką. A, i zrobiłem naleśniki.
Damon posłał im jeden z tych swoich czarujących uśmiechów i wyszedł z pokoju.
- Nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Typowe. Ale w jednym ma rację. Powinniśmy skontaktować się z Bonnie. Niczego nie można lekceważyć. Ten sen może być jakimś ostrzeżeniem.
- Dobrze, Jer. Jednak najpierw zjedzmy te naleśniki.
***
Tego rana w Mystic Falls było nadzwyczajnie cicho. Klaus Mikaelson uważał to za idealny dzień na spacer. Takie rzeczy nie leżą w jego naturze, jednak chciał odpocząć od wszystkich nadnaturalnych rzeczy. Nawet największy skurczybyk ma czasem dość.
Spacerując po mieście, rozmyślał o swoich planach na najbliższą przyszłość. Mowa tu oczywiście o tworzeniu mieszańców. Klaus zaśmiał się cicho. Dziś miał o tym nie myśleć, odpocząć od tego, jednakże nie mógł tak po prostu od tego uciec. Kiedy ma się tylko jeden jedyny cel w życiu, to wiadomo jak to jest.
Od kilku dni miał jakieś dziwne uczucie. Czuł, że w najbliższym czasie coś się zdarzy. Nie był pewny, czy będzie to coś dobrego, czy złego, ale wiedział jedno: wprowadzi niemałe zamieszanie do tego nudnego miasta.
Jakby w odpowiedzi na jego myśli, kątem oka dostrzegł ruch. I to nie byle jaki - wampirzy. Gwałtownie się odwrócił. Nikogo nie było za jego plecami.
- Stare sztuczki - mruknął, a po chwili dodał głośniej - Jeśli się nie ujawnisz, będę zmuszony użyć siły. A to może się dla ciebie źle skończyć.
Usłyszał dziewczęcy chichot, a po nim słowa:
- Niklaus Mikaelson. Jak zawsze groźny.
Osoba wypowiadająca te słowa wyszła z cienia.
- No, no, kogo my tu mamy - rzekła hybryda - kopę lat. Widzę, że zachowałaś swój nieznośny charakterek.
- A ja widzę, że nadal jesteś strasznie pewny siebie, zarozumiały i zabójczo przystojny.
- Dokładnie. Co sprowadza cię do Mystic Falls?
- Doszły mnie słuchy, że wasza rodzinka zatrzymała się właśnie tutaj, na zadupiu Wszechświata. Nie mam pojęcia, co was tu sprowadziło, ale chciałam ponownie ujrzeć rodzinkę Pierwotnych. Tyle nas kiedyś łączyło...
- I łączy nadal - podkreślił Klaus - Poza tym, skoro tu jesteś, nie chciałabyś może czegoś dla mnie zrobić?
- Wal śmiało.
- Więc... znasz może Elenę Gilbert?
***
- Tak. Duchy też przeczuwają coś groźnego. I bynajmniej nie są to Pierwotni. Nie jest też powiedziane, że będzie to groźne dla nas - powiedziała Bonnie.
- Tak też myślałam. Sądząc po moim śnie... Znowu coś mi zagraża - zmartwiła się Elena.
- Twój sen można interpretować na wiele sposobów. Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
- A co, jeśli mam rację?
- Nie bądź od razu taką pesymistką. To, że jesteś sobowtórem nie oznacza, że nagle wszyscy zaczną się na ciebie rzucać.
- Bardzo śmieszne, Bonnie.
- Bonnie może mieć rację - wtrącił się Jeremy - Ale w razie czego musimy być przygotowani na wszystko. Chyba nie bez powodu śni się to właśnie Elenie.
- My już będziemy się zbierać - powiedziała jego siostra.
- To na razie. Skontaktuję się z wami, kiedy tylko duchy łaskawie zgodzą się powiedzieć mi coś więcej.
Rodzeństwo wyszło z mieszkania czarownicy i skierowało się w stronę swojego domu. Zapanowała chwila milczenia. Przerwała ją Elena.
- Najlepiej, jeśli od razu powiem o wszystkim Stefanowi. On na pewno mnie zrozumie. Też tak myślisz? - spytała. Nie uzyskała jednak odpowiedzi. Powtórzyła:
- Też tak myślisz? Jeremy? - zaniepokoiła się. Gdy się odwróciła, nie ujrzała brata.
- Jeremy! Jaja sobie robisz?!
- Zachowuj się ciszej, smarkulo. Twojemu bratu nic nie będzie - usłyszała głos. Wydawał jej się dziwnie znajomy, chociaż mogła przysiąc, że nigdy wcześniej go nie słyszała. Odwróciła się w stronę jego źródła i zamarła. Zobaczyła nieznajomą dziewczynę, która trzymała jego brata w uścisku. Przeszył ją dziwny chłód. Coś podobnego czuła w swoim śnie.
Uświadomiła sobie nagle pewien przerażający fakt. Oto przed nią stoi napastnik, który prześladował ją w jej snach. Chodź nigdy nie słyszała jego głosu, ani nie widziała twarzy, rozpoznała go. Co dziwniejsze, okazał się być dziewczyną.
- Nie mam pojęcia, do czego potrzebuje cię Klaus, ale dostarczę cię do niego po znajomości - odezwała się tajemnicza dziewczyna - Ach, gdzie moje maniery. Jestem Luna. Pogadamy? - uśmiechnęła się szyderczo.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)