- Nie wierzę własnym oczom - wyszeptał Elijah.
- Ja też - powiedział Klaus - Serena wygląda na nieuczesaną.
- Na żarty ci się zebrało? - spytała zirytowana szkarłatnooka.
- Ależ skądże. Na serio, wyglądasz jakbyś dopiero wstała z łóżka.
- Po co te kłótnie. Wejdźcie do środka - zaproponował Elijah.
Serena uniosła wyniośle głowę i z postanowiła z godnością spełnić prośbę starszego Mikaelsona. Efekt byłby niezły, gdyby nie potknęła się przy tym. Klaus i Luna dusili się ze śmiechu.
- Co was tak bawi? - warknęła Serena. W tym momencie Elijah podał jej rękę. Śmiech Luny natychmiast ucichł. Serena natomiast chwyciła dłoń wampira i wstała.
- Dz... dzięki.
- Do usług.
Luna zmrużyła oczy i zacisnęła pięści.
"Może też się przewrócę i wtedy zwróci na mnie uwagę? W ogóle jak ona to zrobiła? Od kiedy wampiry się przewracają? Czyżby Rena była dziś jakaś nerwowa?" - zastanawiała się.
***
- Wtedy przybyła jakaś wampirzyca i mnie uratowała...
- Mhm...
- ...zdążyłam uciec dzięki jej pomocy...
- Mhm...
- ...i zamknęłam się w domu. Mogłam zginąć!
- Mhm...
- Damon, czy ty mnie w ogóle słuchasz? - zapytała Elena.
- Mhm...
- Jestem w ciąży z Mattem!
- Mhm... Zaraz, co?!
- Nic, nic. W ogóle mnie nie słuchasz.
- Jesteś w ciąży?
- Nie, idioto, sprawdzałam czy mnie słuchasz.
- Że czego słucham?
- Ech... Z tobą nie idzie się dogadać.
- Gdzie idzie?
Elena spojrzała badawczo na Salvatora.
"On wydaje się jakiś nieobecny. Może jest idiotą, ale to już przekracza wszelkie granice."
Wtedy do pokoju wkroczył Stefan.
- Stefan! Może ty mnie wysłuchasz!
Była zmuszona opowiedzieć tę historię jeszcze raz. Gdy skończyła, spytała:
- Ale czemu Klaus zamiast własnoręcznie mnie złapać, wysyła jakąś zdzirę?
- Zdzirę? - ożywił się w końcu Damon - Chętnie poznałbym jakąś bliżej. Ostatnio nie miałem żadnych rozrywek.
Zignorowano go.
- Dlatego, bo nie może tego zrobić sam - odpowiedział Stefan.
- Czemu nie może? - zdziwiła się Elena.
- Bonnie ci nie mówiła? Rzuciła na ciebie anty-Klausowe zaklęcie. Teraz nie może ci nic zrobić.
- On nie. Ale ta wampirzyca tak.
***
- Smacznego - powiedział Klaus z ironicznym uśmieszkiem na twarzy.
- Tak, tak, nie musisz odstawiać szopki w stylu: "Cieszę się, że was widzę" - syknęła Serena.
- Nie mogę się cieszyć? W końcu jest tak, jak za dawnych lat.
- Gdyby nie wasze odejście, byłoby tak codziennie, a ja byłabym milej nastawiona do pieprzonej rodzinki Pierwotnych.
- Rena, udawaj chociaż, że jest ci miło - Luna przewróciła oczami.
- Nie jest mi miło! I! Nie! Mów! Na! Mnie! RENA!
- No cóż, jeśli ci się nie podoba, to wiesz, gdzie są drzwi - rzekł Klaus.
- Wsadź se te drzwi w...
- Dość! Wasze sprzeczki zaczynają działać mi na nerwy! - przerwał Elijah. Luna poparła jego słowa stanowczym skinieniem głowy.
Zapanowała niezręczna cisza. W tle słychać było tylko tykanie zegara.
- Właśnie! - krzyknęła nagle Luna - Nie powiedziałeś mi, czemu miałam złapać Gilbertównę.
- To była część planu - powiedział Klaus.
- Który spieprzyła Rena - stwierdziła Luna - Serena - poprawiła się, widząc minę przyjaciółki.
- Tak, to nie ulega wątpliwości. Jednak to nie jedyna okazja.
- Po co ci to wszystko? - zainteresował się starszy Mikaelson.
- Najpierw zamierzam przedstawić Luniaczkowi braci Salvatorów. Potem zobaczysz.
- Znowu te hybrydy?
- Po części. Jednak tu chodzi o coś znacznie więcej...
______________________________
Tak, wiem, ta notka też jest strasznie krótka, jednak nadrobię to w kolejnej. Następna będzie o wiele bardziej zadowalająca. Tymczasem mam filmik dla wielbicieli Stefana.
http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=96jwAMGhSrM
piątek, 29 listopada 2013
niedziela, 17 listopada 2013
Rozdział IV
Serena szukała przyjaciółki po całym mieście, ale nie mogła jej znaleźć. Niepokoiła się. Dobrze znała naturę Luny.
"Pamiętam czasy, w których Luna była łagodną dziewczyną. To przez odejście Pierwotnych tak się zmieniła. Nie mogę pozwolić na powrót tej bolesnej przeszłości. I starych uczuć."
Syknęła. Dlaczego? Dlaczego wszystko szło nie tak? To miało się inaczej skończyć. Może lepiej by było, gdyby nie poznała tej przeklętej rodziny. Wystarczył ułamek sekundy, żeby wszystko przestało ją obchodzić. Zawróciła w kierunku... w jakim kierunku? Nie wiedziała, gdzie ma iść. Dopiero tu przyjechały. Opuściły dom w Lynchburgu i znalazły się w miejscu, gdzie nie miały domu.
"Cholera! I co ja zrobię? Nie pójdę do Pierwotnych. A nie mam tu innych znajomych. Luna będzie miała wielkie kłopoty!" - pomyślała wściekła.
- Wróciłam.
Serena zmarszczyła brwi.
- Najwyższa pora, panno Moon.
- Chyba się tak na mnie nie gniewasz, co? - spytała Luna.
- Nie, skądże. To nic, że zrobiłaś mi taki numer pierwszy raz i nie miałam pojęcia, co chcesz zrobić.
- Tak, tak. Przepraszam cię. Możemy już o tym zapomnieć?
- Dorośnij! - krzyknęła Serena - Bądź odpowiedzialna za swoje błędy!
- I tak wiem, że się na mnie nie gniewasz - powiedziała przymilnie Luna.
- Martwiłam się jak nie wiem i...
- Ale się nie gniewasz.
- Oczywiście, że się gniewam! Ale zbyt cię kocham, żeby to trwało długo.
- Mordo ty moja!
Rzuciły się sobie w ramiona. Śmiały się i płakały na przemian. Tak, były dość specyficznymi przyjaciółkami. Nikt nie mógł ich zrozumieć tak, jak one rozumiały siebie nawzajem. Ale to właśnie sprawiało, że były wyjątkowe.
- Dobra, koniec czułości - zarządziła Luna - Czas na rzeczy ważniejsze. Musimy u kogoś przenocować.
- Chyba nie masz na myśli... - zaczęła Serena.
- Tak, Pierwotnych. Nie marudź, to nasze jedyne wyjście. Co nam jeszcze zostało?
- Most Wickery.
- Nie żartuj.
- A wiesz chociaż, gdzie oni mieszkają?
- Oczywiście.
Serena zastanawiała się przez chwilę.
- Zapomnij.
- Jesteś egoistyczna, wiesz?
- Co?
- Tak. Jesteś egoistyczna, bo pod pretekstem ochrony mnie chcesz uleczyć swoje własne rany.
Szkarłatnooka przygryzła wargę. Biła się z myślami.
- Są dwa wyjścia - kontynuowała Luna - Albo jesteś ze mną, albo przeciw mnie. Wszystko zależy od ciebie.
- To jest szantaż!
- To jest rozpatrywanie kwestii, która może nam pomóc.
- Dobra, nie gadaj jak jakiś naukowiec.
- Ale zgadzasz się?
- Wygląda na to, że muszę.
- To chodźmy!
Serena westchnęła cicho. W rzeczywistości chciała tam pójść. Przez całą drogę miała w myślach jedną twarz.

***
- Wypuść ich, Klaus. Nie możesz traktować swojej rodziny jak zabawki.
- Nie rozumiesz mnie, Elijah. Nie ma najmniejszego zamiaru tego zrobić, przynajmniej teraz.
- To spraw, żebym zrozumiał.
- Wszyscy dziś proszą mnie o wyjaśnienia. Kiedyś się dowiesz.
- Wszyscy, czyli kto?
Rozmowę przerwał im dzwonek do drzwi.
- Otworzę - Klaus poszedł w kierunku drzwi i otworzył je.
- No, proszę. Co za spotkanie - uśmiechnął się drwiąco. Serena wybuchła
- Nawet nie rób takiej miny! Nie wytrzymam! Widzę cię dopiero przez kilka sekund i już mam cię dość! Może będzie lepiej, jak już sobie...
- Rena chciała spytać o nocleg - przerwała Luna.
- Wcale nie! I nie mów na mnie Rena!
- Kto tak okropnie krzyczy? - spytał Elijah, stając koło brata. Zamarł.
- To tylko nasze stare przyjaciółki. Przywitaj Renę...
- Se-renę - uściśliła zirytowana wampirzyca.
- Oczywiście, Serenę. Oraz małą Lunę.
Luna nie zamierzała ochrzanić Klausa za "małą". Wpatrzyła się w nieziemskie oczy starszego Mikaelsona.
______________________________
Tak, wiem, notka krótka, ale nie miałam weny. Na poprawę humoru coś dla fanów Eleny ;)
http://www.youtube.com/watch?v=O_vYmmVK84c
"Pamiętam czasy, w których Luna była łagodną dziewczyną. To przez odejście Pierwotnych tak się zmieniła. Nie mogę pozwolić na powrót tej bolesnej przeszłości. I starych uczuć."
Syknęła. Dlaczego? Dlaczego wszystko szło nie tak? To miało się inaczej skończyć. Może lepiej by było, gdyby nie poznała tej przeklętej rodziny. Wystarczył ułamek sekundy, żeby wszystko przestało ją obchodzić. Zawróciła w kierunku... w jakim kierunku? Nie wiedziała, gdzie ma iść. Dopiero tu przyjechały. Opuściły dom w Lynchburgu i znalazły się w miejscu, gdzie nie miały domu.
"Cholera! I co ja zrobię? Nie pójdę do Pierwotnych. A nie mam tu innych znajomych. Luna będzie miała wielkie kłopoty!" - pomyślała wściekła.
- Wróciłam.
Serena zmarszczyła brwi.
- Najwyższa pora, panno Moon.
- Chyba się tak na mnie nie gniewasz, co? - spytała Luna.
- Nie, skądże. To nic, że zrobiłaś mi taki numer pierwszy raz i nie miałam pojęcia, co chcesz zrobić.
- Tak, tak. Przepraszam cię. Możemy już o tym zapomnieć?
- Dorośnij! - krzyknęła Serena - Bądź odpowiedzialna za swoje błędy!
- I tak wiem, że się na mnie nie gniewasz - powiedziała przymilnie Luna.
- Martwiłam się jak nie wiem i...
- Ale się nie gniewasz.
- Oczywiście, że się gniewam! Ale zbyt cię kocham, żeby to trwało długo.
- Mordo ty moja!
Rzuciły się sobie w ramiona. Śmiały się i płakały na przemian. Tak, były dość specyficznymi przyjaciółkami. Nikt nie mógł ich zrozumieć tak, jak one rozumiały siebie nawzajem. Ale to właśnie sprawiało, że były wyjątkowe.
- Dobra, koniec czułości - zarządziła Luna - Czas na rzeczy ważniejsze. Musimy u kogoś przenocować.
- Chyba nie masz na myśli... - zaczęła Serena.
- Tak, Pierwotnych. Nie marudź, to nasze jedyne wyjście. Co nam jeszcze zostało?
- Most Wickery.
- Nie żartuj.
- A wiesz chociaż, gdzie oni mieszkają?
- Oczywiście.
Serena zastanawiała się przez chwilę.
- Zapomnij.
- Jesteś egoistyczna, wiesz?
- Co?
- Tak. Jesteś egoistyczna, bo pod pretekstem ochrony mnie chcesz uleczyć swoje własne rany.
Szkarłatnooka przygryzła wargę. Biła się z myślami.
- Są dwa wyjścia - kontynuowała Luna - Albo jesteś ze mną, albo przeciw mnie. Wszystko zależy od ciebie.
- To jest szantaż!
- To jest rozpatrywanie kwestii, która może nam pomóc.
- Dobra, nie gadaj jak jakiś naukowiec.
- Ale zgadzasz się?
- Wygląda na to, że muszę.
- To chodźmy!
Serena westchnęła cicho. W rzeczywistości chciała tam pójść. Przez całą drogę miała w myślach jedną twarz.

***
- Wypuść ich, Klaus. Nie możesz traktować swojej rodziny jak zabawki.
- Nie rozumiesz mnie, Elijah. Nie ma najmniejszego zamiaru tego zrobić, przynajmniej teraz.
- To spraw, żebym zrozumiał.
- Wszyscy dziś proszą mnie o wyjaśnienia. Kiedyś się dowiesz.
- Wszyscy, czyli kto?
Rozmowę przerwał im dzwonek do drzwi.
- Otworzę - Klaus poszedł w kierunku drzwi i otworzył je.
- No, proszę. Co za spotkanie - uśmiechnął się drwiąco. Serena wybuchła
- Nawet nie rób takiej miny! Nie wytrzymam! Widzę cię dopiero przez kilka sekund i już mam cię dość! Może będzie lepiej, jak już sobie...
- Rena chciała spytać o nocleg - przerwała Luna.
- Wcale nie! I nie mów na mnie Rena!
- Kto tak okropnie krzyczy? - spytał Elijah, stając koło brata. Zamarł.
- To tylko nasze stare przyjaciółki. Przywitaj Renę...
- Se-renę - uściśliła zirytowana wampirzyca.
- Oczywiście, Serenę. Oraz małą Lunę.
Luna nie zamierzała ochrzanić Klausa za "małą". Wpatrzyła się w nieziemskie oczy starszego Mikaelsona.
______________________________
Tak, wiem, notka krótka, ale nie miałam weny. Na poprawę humoru coś dla fanów Eleny ;)
http://www.youtube.com/watch?v=O_vYmmVK84c
niedziela, 3 listopada 2013
Rozdział III
- Dawno się nie widzieliśmy, Sereno.
Słysząc, jak Klaus wypowiada jej imię, dziewczyna mimowolnie zadrżała.
- A jednak mnie pamiętasz - rzuciła oschle.
- Jakże mógłbym o tobie zapomnieć. Skóra blada jak u porcelanowej lalki. Wysoka, zgrabna figura. Aksamitny głos. Olśniewający uśmiech. A co najważniejsze... rzadko spotykane szkarłatne oczy, spoglądające na świat spod kaskady gęstych rzęs. Wierz lub nie, ale to zapada w pamięć.
- Nie baw się w poetę, tylko wyjaśnij mi pewną sprawę.
Na twarz Klausa wstąpiły cienie.
- Chcesz wiedzieć czemu cię zostawiłem, tak?
- Dokładnie. Ty i twoje rodzeństwo zostawiło mnie i Lunę tuż po tym, jak nas przemieniliście. Z jakiego powodu?
- Dowiesz się w swoim czasie. Uważam, że nie to jest teraz najważniejsze.
- Co w takim razie jest? - spytała zirytowana Serena.
- Nie mam bladego pojęcia.
Stali przez chwilę bez słowa, mierząc się wzrokiem.
- A niech to! - krzyknęła dziewczyna - Luna pewnie teraz robi sobie w mieście szwedzki stół, a ja marnuję czas z hybrydą-zdrajcą!
- Zdrajca. To miano nie robi na mnie wrażenia. Często byłem tak nazywany. Choć boli mnie to, że teraz jest to zupełnie niesłuszne.
- Niesłuszne? Chcesz może powiedzieć, że nas wcale nie zostawiłeś?!
- Nie zaprzeczam, że was zostawiłem. Jednak nie masz pojęcia z jakich powodów.
- No to mi wyjaśnij!
Klaus odwrócił się i zaczął się oddalać. Serena stała i patrzyła, jak znika za rogiem budynku. Nie chciała za nim biec. Nie chciała mieć z nim nic wspólnego.
***
Luna, kopiąc jakąś puszkę, podążała w bliżej nieokreślonym kierunku.
"Czemu ona taka jest? Czemu nie daje mi żyć tak, jak chcę?"
W rzeczywistości jednak wiedziała, że Serena postępuje tak, bo pragnie jej dobra. Nie umiała się jednak przyznać do tego przed samą sobą. Czuła się jak małe dziecko, którym wciąż trzeba się zajmować. Troska Sereny irytowała ją.
"W ten sposób nie nauczę się prawdziwego życia. Jestem wampirem, na miłość boską! Nikt nie może mi nic zrobić! Ale ona nie rozumie, że jestem całkowicie pewna swoich decyzji."
Popatrzyła na swoje odbicie w wystawie sklepowej.
"Kim tak właściwie jestem? Czy ja dalej jestem Luną? A co, jeśli to imię stało się nieważne po mojej śmierci? Skoro nie jestem już Luną, to... kim? Dziewczyną - to pewne. Wampirem - to też. Wiem także, że jestem przemieniona przez Elijaha. Właśnie. Elijah."
Gdy tylko przypomniała sobie to imię, pogrążyła się w przeszłości.
***
Rok 1138. Osiemnastoletnia dziewczyna właśnie przemierzała plażę dzisiejszego włoskiego miasteczka Santa Severa. Zatrzymała się, by popatrzeć na zachód Słońca, który był tu niesamowicie piękny.

Ten widok zapierał jej dech w piersiach. Zapomniała o całym świecie.
- Co taka dama robi tu o zmroku?
Odwróciła się gwałtownie.
- Przestraszyłem cię? - spytał mężczyzna stojący za nią.
- Tak... troszeczkę... - przyznała dziewczyna.
- Ach, przepraszam najmocniej. Nazywam się Elijah Mikaelson - mówiąc to, mężczyzna chwycił dłoń dziewczyny i musnął ją ustami.
- Ja natomiast jestem Luna Moon. Nie widziałam cię tu nigdy wcześniej.
- Jestem tu od niedawna.
- Rozumiem.
- Co za cud natury - rzekł Elijah.
- Słucham? - zdziwiła się Luna.
- Ten zachód.
- Ach.
Spuściła wzrok.
"Naprawdę myślałaś, że mówi o tobie? Płonne nadzieje..." - pomyślała.
- Widzę smutek na twej twarzy - zauważył Mikaelson.
- To nic - zapewniła szybko Luna.
- Może odprowadzić cię do domu? Gdzie twoi rodzice?
Luna popatrzyła smutno na horyzont. Bezwiednie wypowiedziała słowa:
- Nie żyją.
Po chwili zorientowała się, co powiedziała. Zasłoniła dłońmi usta.
"Co ty wyprawiasz?" - skarciła siebie w myślach - "Nowo poznanemu mężczyźnie opowiadasz o takich rzeczach? Chociaż... on nie wygląda na człowieka ze złymi zamiarami. Ma coś dobrego w oczach..."
Rzeczywiście, nie miał złych zamiarów. Patrzył ze współczuciem na Lunę.
- Naprawdę, bardzo mi przykro.
***
Luna uśmiechnęła się smutno do swojego odbicia. Na samo wspomnienie troski Elijaha zrobiło jej się ciepło. Brakowało jej tamtych czasów. Nie zapomniała o malowniczym krajobrazie Santa Severa. A co najważniejsze... tęskniła za rodzicami. Mama - Freya - była naprawdę potężną czarownicą. Ojciec - Connor - był odważnym wojownikiem. Oboje zginęli za swoją kochaną, jedyną córeczkę. Gdy Luna miała siedem lat, jej ojciec zginął w walce, a pięć lat później jej mama rzuciła na swoją córkę zaklęcie, aby ochronić ją przed wilkołakami. Przypłaciła to życiem.
Dziewczyna przygryzła wargę. Zastanawiała się, co by było, gdyby nie poznała Elijaha? Wciąż pamiętała ich kolejne spotkania. Po zdarzeniu na plaży postanowił zapoznać ją z resztą rodziny. Poznała Mikaela, Esther, Niklausa, Kola, Finna i Rebekę Mikaelsonów. Jednak była tam jeszcze jedna osoba.
***
Uwagę Luny przykuła dziewczyna stojąca koło Klausa. Była ona mniej więcej w jej wieku. Jednak zdziwiła ją pewna rzecz. Mianowicie szkarłatne oczy dziewczyny. Nigdy nie widziała oczu o podobnym kolorze.
- A oto hrabina Serena Trancy - przedstawił dziewczynę Elijah.
- Witaj - Luna wykonała dygnięcie. Serena uśmiechnęła się i skinęła głową.
- Skoro już wszyscy się znamy - zaczął Mikael - to zasiądźmy przy posiłku.
Wszyscy usiedli przy obficie zastawionym stole. Kol, Elijah i Esther zabawiali Lunę rozmową. Ta jednak ciągle zerkała w kierunku Sereny. Pierwszy raz miała okazję siedzieć ze szlachcianką.
"Nie jest taka jak inne dziewczyny" - pomyślała - "Nie szczyci się też tym, że jest ważna. I widać smutek w jej oczach. I pewną dzikość..."
W tym momencie Serena spojrzała na nią. Spłoszona Luna odwróciła wzrok. Serena uniosła jedną brew i pomyślała:
"Co jest z tą dziewczyną?"
Po posiłku Luna podziękowała i orzekła, że chciałaby zaczerpnąć świeżego powietrza.
- Idę z tobą - ochoczo powiedziała Serena.
- Cóż... dobrze.
Razem wyszły na zewnątrz. Luna postanowiła zagadać.
- Skąd pochodzisz? Twój akcent wskazuje na to, że nie jesteś tutejsza.
Serena zaśmiała się serdecznie.
- Otóż to. Pochodzę z Anglii, z Wolverhampton.
- Skąd znasz rodzinę Mikaelsonów?
- Dużo podróżują. Ciekawym zrządzeniem losu trafili właśnie do Wolverhampton. Zamieszkali tam na pewien okres czasu. Dzień, w którym ich spotkałam, jest moim najszczęśliwszym. A ty? Od urodzenia mieszkasz w Santa Severa?
- Tak. I nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej.
- Współczuję ci.
- Dlaczego? - spytała zdziwiona Luna.
- Straciłaś rodziców w młodym wieku. Wiem, co czujesz. Sama przez to przechodziłam. Jednak ja nie mam rodziców od urodzenia.
***
Luna oderwała wreszcie wzrok od szyby wystawowej. Dalej szła ulicą, rozmyślając o przeszłości. Pamiętała, że kilka miesięcy potem dowiedziała się o prawdziwej naturze Sereny Trancy i rodziny Mikaelson. Następnie i ona stała się wampirem. Straciła przez to moce odziedziczone po matce. Jednak chciała być z Elijahem na zawsze, więc to i tak była niska cena. Ona i Serena razem podróżowali z Pierwotnymi. Gdy w roku 1492 wrócili do Anglii i Serena znów mogła zobaczyć ukochane Wolverhampton. Byli szczęśliwi.
Jednak sielanka nie mogła trwać wiecznie. Pewnego pięknego dnia, w XVIII wieku, rodzina Pierwotnych nagle zniknęła bez śladu. Bez żadnej wieści. Dziewczyny poczuły się wtedy porzucone. Codziennie pytały się: dlaczego? Budziły się z nadzieją, że to tylko zły sen. Ale nie. Serena znienawidziła wtedy swoje rodzinne miasto, a Luna zmieniła diametralnie swój charakter. Przeprowadziły się do Lynchburgu w Virginii.
Przyzwyczaiły się do nowego życia. I nagle, po trzystu latach, dowiedziały się, że rodzina Mikaelsonów przebywa właśnie w Mystic Falls - innym mieście w stanie Virginia. Serena nie miała zamiaru do nich wracać. Jednak jej przyjaciółka... Ona miała inne plany.
"Musiałam ich spotkać znowu. Musiałam dać im szansę" - powtarzała Luna - "Chciałabym się jednak dowiedzieć, czemu nas zostawili? I założę się, że Serena też."
Nagle Luna zdała sobie sprawę, jak mało wie o swojej przyjaciółce. Serena prawie nic nie wspominała o swojej przeszłości.
"Jak ją spotkam, to jej też zadam kilka pytań."
______________________________
Uff, koniec. To był chyba najdłuższy rozdział, jak dotąd. I najbardziej ckliwy. W przeciwieństwie do poprzedniego...
Wpadłam też na pewien pomysł. Pod każdą kolejną notką będę dodawać filmiki o tematyce TVD. Dzisiaj będzie filmik z okazji (spóźnionego) Halloween.
http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=gr9O-yYQnCA
Miłego oglądania!
Gdy tylko przypomniała sobie to imię, pogrążyła się w przeszłości.
***
Rok 1138. Osiemnastoletnia dziewczyna właśnie przemierzała plażę dzisiejszego włoskiego miasteczka Santa Severa. Zatrzymała się, by popatrzeć na zachód Słońca, który był tu niesamowicie piękny.
Ten widok zapierał jej dech w piersiach. Zapomniała o całym świecie.
- Co taka dama robi tu o zmroku?
Odwróciła się gwałtownie.
- Przestraszyłem cię? - spytał mężczyzna stojący za nią.
- Tak... troszeczkę... - przyznała dziewczyna.
- Ach, przepraszam najmocniej. Nazywam się Elijah Mikaelson - mówiąc to, mężczyzna chwycił dłoń dziewczyny i musnął ją ustami.
- Ja natomiast jestem Luna Moon. Nie widziałam cię tu nigdy wcześniej.
- Jestem tu od niedawna.
- Rozumiem.
- Co za cud natury - rzekł Elijah.
- Słucham? - zdziwiła się Luna.
- Ten zachód.
- Ach.
Spuściła wzrok.
"Naprawdę myślałaś, że mówi o tobie? Płonne nadzieje..." - pomyślała.
- Widzę smutek na twej twarzy - zauważył Mikaelson.
- To nic - zapewniła szybko Luna.
- Może odprowadzić cię do domu? Gdzie twoi rodzice?
Luna popatrzyła smutno na horyzont. Bezwiednie wypowiedziała słowa:
- Nie żyją.
Po chwili zorientowała się, co powiedziała. Zasłoniła dłońmi usta.
"Co ty wyprawiasz?" - skarciła siebie w myślach - "Nowo poznanemu mężczyźnie opowiadasz o takich rzeczach? Chociaż... on nie wygląda na człowieka ze złymi zamiarami. Ma coś dobrego w oczach..."
Rzeczywiście, nie miał złych zamiarów. Patrzył ze współczuciem na Lunę.
- Naprawdę, bardzo mi przykro.
***
Luna uśmiechnęła się smutno do swojego odbicia. Na samo wspomnienie troski Elijaha zrobiło jej się ciepło. Brakowało jej tamtych czasów. Nie zapomniała o malowniczym krajobrazie Santa Severa. A co najważniejsze... tęskniła za rodzicami. Mama - Freya - była naprawdę potężną czarownicą. Ojciec - Connor - był odważnym wojownikiem. Oboje zginęli za swoją kochaną, jedyną córeczkę. Gdy Luna miała siedem lat, jej ojciec zginął w walce, a pięć lat później jej mama rzuciła na swoją córkę zaklęcie, aby ochronić ją przed wilkołakami. Przypłaciła to życiem.
Dziewczyna przygryzła wargę. Zastanawiała się, co by było, gdyby nie poznała Elijaha? Wciąż pamiętała ich kolejne spotkania. Po zdarzeniu na plaży postanowił zapoznać ją z resztą rodziny. Poznała Mikaela, Esther, Niklausa, Kola, Finna i Rebekę Mikaelsonów. Jednak była tam jeszcze jedna osoba.
***
Uwagę Luny przykuła dziewczyna stojąca koło Klausa. Była ona mniej więcej w jej wieku. Jednak zdziwiła ją pewna rzecz. Mianowicie szkarłatne oczy dziewczyny. Nigdy nie widziała oczu o podobnym kolorze.
- A oto hrabina Serena Trancy - przedstawił dziewczynę Elijah.
- Witaj - Luna wykonała dygnięcie. Serena uśmiechnęła się i skinęła głową.
- Skoro już wszyscy się znamy - zaczął Mikael - to zasiądźmy przy posiłku.
Wszyscy usiedli przy obficie zastawionym stole. Kol, Elijah i Esther zabawiali Lunę rozmową. Ta jednak ciągle zerkała w kierunku Sereny. Pierwszy raz miała okazję siedzieć ze szlachcianką.
"Nie jest taka jak inne dziewczyny" - pomyślała - "Nie szczyci się też tym, że jest ważna. I widać smutek w jej oczach. I pewną dzikość..."
W tym momencie Serena spojrzała na nią. Spłoszona Luna odwróciła wzrok. Serena uniosła jedną brew i pomyślała:
"Co jest z tą dziewczyną?"
Po posiłku Luna podziękowała i orzekła, że chciałaby zaczerpnąć świeżego powietrza.
- Idę z tobą - ochoczo powiedziała Serena.
- Cóż... dobrze.
Razem wyszły na zewnątrz. Luna postanowiła zagadać.
- Skąd pochodzisz? Twój akcent wskazuje na to, że nie jesteś tutejsza.
Serena zaśmiała się serdecznie.
- Otóż to. Pochodzę z Anglii, z Wolverhampton.
- Skąd znasz rodzinę Mikaelsonów?
- Dużo podróżują. Ciekawym zrządzeniem losu trafili właśnie do Wolverhampton. Zamieszkali tam na pewien okres czasu. Dzień, w którym ich spotkałam, jest moim najszczęśliwszym. A ty? Od urodzenia mieszkasz w Santa Severa?
- Tak. I nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej.
- Współczuję ci.
- Dlaczego? - spytała zdziwiona Luna.
- Straciłaś rodziców w młodym wieku. Wiem, co czujesz. Sama przez to przechodziłam. Jednak ja nie mam rodziców od urodzenia.
***
Luna oderwała wreszcie wzrok od szyby wystawowej. Dalej szła ulicą, rozmyślając o przeszłości. Pamiętała, że kilka miesięcy potem dowiedziała się o prawdziwej naturze Sereny Trancy i rodziny Mikaelson. Następnie i ona stała się wampirem. Straciła przez to moce odziedziczone po matce. Jednak chciała być z Elijahem na zawsze, więc to i tak była niska cena. Ona i Serena razem podróżowali z Pierwotnymi. Gdy w roku 1492 wrócili do Anglii i Serena znów mogła zobaczyć ukochane Wolverhampton. Byli szczęśliwi.
Jednak sielanka nie mogła trwać wiecznie. Pewnego pięknego dnia, w XVIII wieku, rodzina Pierwotnych nagle zniknęła bez śladu. Bez żadnej wieści. Dziewczyny poczuły się wtedy porzucone. Codziennie pytały się: dlaczego? Budziły się z nadzieją, że to tylko zły sen. Ale nie. Serena znienawidziła wtedy swoje rodzinne miasto, a Luna zmieniła diametralnie swój charakter. Przeprowadziły się do Lynchburgu w Virginii.
Przyzwyczaiły się do nowego życia. I nagle, po trzystu latach, dowiedziały się, że rodzina Mikaelsonów przebywa właśnie w Mystic Falls - innym mieście w stanie Virginia. Serena nie miała zamiaru do nich wracać. Jednak jej przyjaciółka... Ona miała inne plany.
"Musiałam ich spotkać znowu. Musiałam dać im szansę" - powtarzała Luna - "Chciałabym się jednak dowiedzieć, czemu nas zostawili? I założę się, że Serena też."
Nagle Luna zdała sobie sprawę, jak mało wie o swojej przyjaciółce. Serena prawie nic nie wspominała o swojej przeszłości.
"Jak ją spotkam, to jej też zadam kilka pytań."
______________________________
Uff, koniec. To był chyba najdłuższy rozdział, jak dotąd. I najbardziej ckliwy. W przeciwieństwie do poprzedniego...
Wpadłam też na pewien pomysł. Pod każdą kolejną notką będę dodawać filmiki o tematyce TVD. Dzisiaj będzie filmik z okazji (spóźnionego) Halloween.
http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=gr9O-yYQnCA
Miłego oglądania!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)