- Nie wierzę własnym oczom - wyszeptał Elijah.
- Ja też - powiedział Klaus - Serena wygląda na nieuczesaną.
- Na żarty ci się zebrało? - spytała zirytowana szkarłatnooka.
- Ależ skądże. Na serio, wyglądasz jakbyś dopiero wstała z łóżka.
- Po co te kłótnie. Wejdźcie do środka - zaproponował Elijah.
Serena uniosła wyniośle głowę i z postanowiła z godnością spełnić prośbę starszego Mikaelsona. Efekt byłby niezły, gdyby nie potknęła się przy tym. Klaus i Luna dusili się ze śmiechu.
- Co was tak bawi? - warknęła Serena. W tym momencie Elijah podał jej rękę. Śmiech Luny natychmiast ucichł. Serena natomiast chwyciła dłoń wampira i wstała.
- Dz... dzięki.
- Do usług.
Luna zmrużyła oczy i zacisnęła pięści.
"Może też się przewrócę i wtedy zwróci na mnie uwagę? W ogóle jak ona to zrobiła? Od kiedy wampiry się przewracają? Czyżby Rena była dziś jakaś nerwowa?" - zastanawiała się.
***
- Wtedy przybyła jakaś wampirzyca i mnie uratowała...
- Mhm...
- ...zdążyłam uciec dzięki jej pomocy...
- Mhm...
- ...i zamknęłam się w domu. Mogłam zginąć!
- Mhm...
- Damon, czy ty mnie w ogóle słuchasz? - zapytała Elena.
- Mhm...
- Jestem w ciąży z Mattem!
- Mhm... Zaraz, co?!
- Nic, nic. W ogóle mnie nie słuchasz.
- Jesteś w ciąży?
- Nie, idioto, sprawdzałam czy mnie słuchasz.
- Że czego słucham?
- Ech... Z tobą nie idzie się dogadać.
- Gdzie idzie?
Elena spojrzała badawczo na Salvatora.
"On wydaje się jakiś nieobecny. Może jest idiotą, ale to już przekracza wszelkie granice."
Wtedy do pokoju wkroczył Stefan.
- Stefan! Może ty mnie wysłuchasz!
Była zmuszona opowiedzieć tę historię jeszcze raz. Gdy skończyła, spytała:
- Ale czemu Klaus zamiast własnoręcznie mnie złapać, wysyła jakąś zdzirę?
- Zdzirę? - ożywił się w końcu Damon - Chętnie poznałbym jakąś bliżej. Ostatnio nie miałem żadnych rozrywek.
Zignorowano go.
- Dlatego, bo nie może tego zrobić sam - odpowiedział Stefan.
- Czemu nie może? - zdziwiła się Elena.
- Bonnie ci nie mówiła? Rzuciła na ciebie anty-Klausowe zaklęcie. Teraz nie może ci nic zrobić.
- On nie. Ale ta wampirzyca tak.
***
- Smacznego - powiedział Klaus z ironicznym uśmieszkiem na twarzy.
- Tak, tak, nie musisz odstawiać szopki w stylu: "Cieszę się, że was widzę" - syknęła Serena.
- Nie mogę się cieszyć? W końcu jest tak, jak za dawnych lat.
- Gdyby nie wasze odejście, byłoby tak codziennie, a ja byłabym milej nastawiona do pieprzonej rodzinki Pierwotnych.
- Rena, udawaj chociaż, że jest ci miło - Luna przewróciła oczami.
- Nie jest mi miło! I! Nie! Mów! Na! Mnie! RENA!
- No cóż, jeśli ci się nie podoba, to wiesz, gdzie są drzwi - rzekł Klaus.
- Wsadź se te drzwi w...
- Dość! Wasze sprzeczki zaczynają działać mi na nerwy! - przerwał Elijah. Luna poparła jego słowa stanowczym skinieniem głowy.
Zapanowała niezręczna cisza. W tle słychać było tylko tykanie zegara.
- Właśnie! - krzyknęła nagle Luna - Nie powiedziałeś mi, czemu miałam złapać Gilbertównę.
- To była część planu - powiedział Klaus.
- Który spieprzyła Rena - stwierdziła Luna - Serena - poprawiła się, widząc minę przyjaciółki.
- Tak, to nie ulega wątpliwości. Jednak to nie jedyna okazja.
- Po co ci to wszystko? - zainteresował się starszy Mikaelson.
- Najpierw zamierzam przedstawić Luniaczkowi braci Salvatorów. Potem zobaczysz.
- Znowu te hybrydy?
- Po części. Jednak tu chodzi o coś znacznie więcej...
______________________________
Tak, wiem, ta notka też jest strasznie krótka, jednak nadrobię to w kolejnej. Następna będzie o wiele bardziej zadowalająca. Tymczasem mam filmik dla wielbicieli Stefana.
http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=96jwAMGhSrM
Super blog, czekam na ciąg dalszy :) Zapraszam na mój blog :)
OdpowiedzUsuń